Po spotkaniu z jadowitym gadem


Po spotkaniu z jadowitym gadem: artykuł nr 2968

2006-07-21 10:20:28 Prasa

Problemy z zaopatrzeniem szpitali w antytoksynę jadu żmij pojawiły się w województwie śląskim. Jak jednak uspokaja Wydział Zarządzania Kryzysowego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, każdy ukąszony na pewno otrzyma surowicę na czas.

Pod koniec ubiegłego tygodnia okazało się, że surowicy brakuje na Podbeskidziu, gdzie najłatwiej o spotkanie z jadowitym gadem. Urząd Wojewódzki sporządził jednak listę placówek, które mają zapasy, i tych, gdzie leku brakuje. Surowicę można też kupić w jednej ze śląskich hurtowni. Antytoksynę należy podać do 20 godzin po ukąszeniu, więc każdy potrzebujący na pewno dostanie ją we właściwym czasie.
Jak powiedział w poniedziałek zastępca dyrektora Wydziału Zarządzania Kryzysowego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, Andrzej Szczeponek, problemy są efektem błędów planowania dyrektorów śląskich szpitali i hurtowni. Ponadto od paru dni antytoksyny nie można zamówić u producenta -wyprodukowana niedawno partia, zgodnie z przepisami, musi być dopuszczona na rynek przez Państwowy Zakład Higieny. Decyzja w tej sprawie zapadnie prawdopodobnie we wtorek.
"Na szczęście z powodu tych problemów nikomu nic się nie stało, a pomoc jest możliwa w każdej chwili, ale nie można nad taką sytuacją przechodzić do porządku dziennego. Planujemy więc w tym tygodniu spotkanie z inspekcją farmaceutyczną, żeby zaradzić bardziej systemowo. Być może zwrócimy się do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o wyznaczenie standardów w tej dziedzinie" - powiedział Szczeponek.
Śląski wojewódzki inspektor farmaceutyczny Izabela Majewska podkreśliła w rozmowie z PAP, że szpitale nie robią dużych zapasów surowicy ze względu na koszty - szczepionka jest ważna tylko przez rok, potem trzeba kupić nową, stare zapasy zaś zutylizować, a to kolejny wydatek. Jedna ampułka kosztuje ponad 60 zł. Tymczasem wyjątkowe ciepłe lato powoduje, że łatwiej natrafić na żmije - jako zwierzęta zmiennocieplne lubią wygrzewać się w nasłonecznionych miejscach. Ostatni przypadek ukąszenia w regionie miał miejsce w sobotę w Beskidzie Żywieckim. 23-letniemu mężczyźnie podano surowicę w szpitalu w Suchej Beskidzkiej, jego stan lekarze określają obecnie jako dobry.

Żmija zygzakowata to jedyny jadowity wąż w Polsce. Przyrodnicy podkreślają, że nigdy nie atakuje bez powodu i bez ostrzeżenia, bo ukąszenie to dla niej wielki wydatek energetyczny. Najczęściej do wypadków dochodzi, kiedy jej nie zauważymy i nadepniemy lub potrącimy albo kiedy ktoś próbuje się zwierzęciu przyjrzeć z bliska lub złapać.

Waldemar Żyła z działu przyrody Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu zdecydowanie odradza to ostatnie zachowanie, tym bardziej że żmiję łatwo pomylić z niegroźnym padalcem. Żmija w sytuacji zagrożenia zwija się w kłębek i głośno syczy. "Nie warto panikować, należy ją wówczas po prostu ominąć. To przykład zdrowego stosunku do przyrody, której należy się respekt" - powiedział PAP Żyła.

Przypomniał przy okazji, że nielubiane żmije to często bardzo pożyteczne zwierzęta - są jednymi z najbardziej skutecznych pogromców gryzoni.
 
(PAP)

Następna strona

Poprzednia strona

Komentarze do artykułu nr 2968

Twój komentarz



Wybrane wiadomości z prasy