Wodniczka (Acrocephalus paludicola) - kosztowny skrzydlaty rozpustnik


Wodniczka (Acrocephalus paludicola) - kosztowny skrzydlaty rozpustnik: artykuł nr 1502

2005-11-09 12:04:42 Zoologia

Wodniczka (Acrocephalus paludicola), ptaszek z rodziny wróblowych, najrzadszy i najbardziej rozwiązły ptak śpiewający Europy, zamieszkiwał niegdyś bagna i mokradła całej Europy. Na początku XX wieku liczono go w milionach. Dziś pozostało ledwie 13-20 tysięcy par. Ponad 20 mln zł kosztować ma ochrona tych ptaków.

Zainaugurowaną 8 listopada akcję przeprowadzi Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP).

Wodniczki żyją w niewielkich grupach na terenie Polski, Białorusi, Litwy, Ukrainy, Niemiec i Węgier. Ale ich los jest niepewny. „Różnorakie zmiany środowiska spowodowały, iż tylko w dwudziestym wieku liczebność skrzydlatych śpiewaków spadła o 95 procent. Warto podkreślić, że wodniczki robią co mogą, by przetrwać ten kryzys” – zauważa Izabela Flor, dyrektor ds. rozwoju OTOP.

BEZSKUTECZNE RODZICIELSKIE STARANIA

Natura wyposażyła samce wodniczki bardzo hojnie. Zdaniem ornitologów, narządy płciowe tego ptaka są wyjątkowo duże w porównaniu z narządami samców innych gatunków. Panowie wodniczki wiodą życie wolne od zmartwień, stale gotowi do spółkowania i nowych podbojów miłosnych. Całymi dniami poszukują wybranek, często zmieniając „obszary aktywności”. W poszukiwaniu samic gotowe są przebyć nawet bardzo długą drogę. Gdy już znajdą samiczkę, sukces jest niemal pewny. Wodniczkowe samiczki bowiem do cnotliwych i wiernych nie należą, odmawiają więc rzadko. Zresztą, czyż można zrezygnować z romansu, gdy wodniczkowi panowie należą do najbardziej namiętnych ptasich kochanków?

U większości gatunków ptaków kopulacja trwa zaledwie 1-2 sekundy. Tymczasem stosunek wodniczek przeciąga się nawet do 35 minut. Zajmowanie samicy przez tak długi czas ma dać samcowi pewność, że inny samiec nie „wśliźnie się” ze swoim nasieniem. Nie zawsze się to udaje. Prawie dwie trzecie lęgów wodniczek pochodzi od więcej niż jednego ojca, co oznacza, że w danym lęgu są dzieci wielu ojców.

Lęgi są dwa (15-20 maja i między końcem czerwca, a 5 lipca), w każdym po 3-6 jaj. Ich znoszenie to nie jedyne zajęcie samic, które samotnie zajmują się budową i utrzymaniem gniazd, wysiadywaniem jaj oraz karmieniem piskląt. Należałoby się spodziewać, iż potomstwo takich opuszczonych matek i wielu wiecznie nieobecnych ojców będzie zaniedbane. Okazuje się jednak, że tak nie jest. Ale co z tego, skoro liczebność populacji spada.

ZA SUCHO I ZA GĘSTO

Kilkadziesiąt lat temu obserwowano setki tysięcy wodniczek wzdłuż dolin Warty, Bugu, Wisły, na Mazurach oraz nad Zalewem Pomorskim. Dziś pozostało tylko ok. 2800 par w dolinie Biebrzy i Narwi (to największe ich skupisko na świecie), ok. 600 na Lubelszczyźnie i kilkadziesiąt u ujścia Odry.

Winne są zmiany środowiska. „Rozwój rolnictwa sprawił, że w XX wieku osuszono większość europejskich mokradeł, a tylko na nich wodniczki mogą się w spokoju rozmnażać i żywić” – wyjaśnia Izabela Flor.

Osuszanie gruntów to jednak nie jedyny problem. Na pozostałych podmokłych terenach zaczęto w ostatnich latach uprawiać tzw. rośliny energetyczne - wierzbę, trzcinę, różę bezkolcową. Tam warunków do zakładania gniazd nie ma. Obserwowany od kilkunastu lat kryzys polskiego rolnictwa również ptakom nie służy. Większość dotychczasowych lęgowisk wodniczki to tereny półnaturalne - pierwotnie zalesione, a od wieków użytkowane jako pastwiska.

Nagłe wycofanie zwierząt hodowlanych, zgryzających dotąd nadmiar roślin, spowodowało zarastanie terenu krzewami i drzewami. A wodniczki preferują bagna porosłe turzycami i rzadką trzciną.

Kolejnym zagrożeniem dla wodniczek są lisy. Chronione przed wścieklizną zrzucanymi od kilku lat z samolotów szczepionkami bardzo zwiększyły swoją liczebność i, wygłodniałe, polują na małych śpiewaków.
Warunki życiowe wodniczek dodatkowo pogarsza rozwój drogownictwa. Pełna tirów trasa Chełm – Dorohusk niepokoi poleską populację wodniczek. Gorzej, że planowana „via Baltica” ma przebiegać przez podlaskie ostoje tego ptaka.

UNIA POMAGA STWORZYĆ WODNICZKOWY RAJ

„Sytuacja wodniczki była już na tyle zła, że zdecydowaliśmy się na radykalne kroki. Za pośrednictwem Ministerstwa Środowiska wystąpiliśmy do Komisji Europejskiej o wsparcie finansowe programu jej ochrony. Dostaliśmy gigantyczne fundusze, największe w historii polskich organizacji ornitologicznych” – nie kryje dumy Izabela Flor.

Ponad 4 mln euro przekazała z proekologicznego funduszu LIFE-Nature Komisja Europejska. Dodatkowym milionem euro wsparło The Royal Society for the Protection of Birds, brytyjskia organizacja zrzeszająca miłośników ptaków. Ponad 400 tys. euro przekazały w sumie Parki Narodowe - Biebrzański i Woliński, Zachodniopomorskie Towarzystwo Ornitologiczne, a także sponsorzy: Swarovski Optik (producent optycznego sprzętu dla miłośników ptaków) oraz CEMEX (holding cementowni).

Za te pieniądze, prawdopodobnie jeszcze tej zimy, OTOP kupi ziemię, którą zamierza przekształcić w ostoje wodniczek. Ok. 1,5 tys. ha mokradeł nabędzie w Dolinie Biebrzy i po ok. 150 ha w dwóch miejscach nad Jeziorem Miedwie (Zachodniopomorskie). Cztery zachodniopomorskie łąki udostępnione będą przez samorządy OTOP-owi bezpłatnie, jedna z nich znajduje się w Niemczech.

W sumie „wodniczkowy raj” obejmie 42 tys. hektarów. Najpierw wjedzie ciężki sprzęt. Wykarczowane zostaną drzewa i nadmiar krzewów, trzcina zostanie wycięta. Być może też OTOP zdecyduje się na sztuczne fałdowanie zakupionego terenu. W zagłębieniach zalegać mogłaby woda, a wodniczki wprost uwielbiają mieszkać i żerować nad kałużami. Kałuże nie mogą być jednak głębsze niż 10 cm.

Niektóre z zakupionych obszarów zostaną ogrodzone. W wielkich zagrodach pojawią się konie i bydło, pełniące funkcję naturalnych kosiarek. Specjaliści z OTOP biorą pod uwagę sztuczne nawadnianie wybranych terenów słonawą wodą (taką szczególnie upodobały sobie wodniczki). Organizowane będą też wolontariackie obozy pracy. Uczestnicząc w nich, każdy z nas będzie mógł się przyczynić do sukcesu największego w polskiej historii – jednego z największych na całym świecie – programu ochrony ptaków.

Więcej szczegółów na temat projektu oraz ogłoszenia o naborze wolontariuszy wkrótce ukazywać się będą na stronach OTOP. Szczegółowy harmonogram prac ustalony zostanie w najbliższych tygodniach przez koordynatora projektu, dr Jarosława Krogulca z Zakładu Ochrony Przyrody Uniwersytetu Marii Curie–Skłodowskiej w Lublinie.

Dzięki uprzejmości: PAP - Nauka w Polsce, Michał Henzler

Następna strona

Poprzednia strona

Komentarze do artykułu nr 1502

Twój komentarz



Wybrane wiadomości z zoologii