Wspomóżmy Bartka


Wspomóżmy Bartka: artykuł nr 165

2004-12-10 13:34:40 Leśnictwo

Zachęcamy do aktywnego uczestnictwa w I-szej Ogólnopolskiej Akcji "Pomagam polskim Leśnikom", z której dochód w pierwszej kolejności przeznaczony będzie na Pomoc Bartkowi.

Szkoda - tym słowem pożegnał mnie Bartek Barzycki, trzydziestoletni leśniczy Leśnictwa Solinka, w późny piątkowy wieczór, gdy odprowadzałem mamę i żonę udające się na leśne uroczystości jasnogórskie. Bartek wsiadał do mikrobusu z żoną, część pracowników również z najbliższymi. Tym pojazdem do Częstochowy wyjechało w sumie 21 osób, leśników i ich rodzin, z nadleśnictw Cisna, Stuposiany i Komańcza.

Słowo szkoda było reakcją Bartka na moją odpowiedź, że na pielgrzymkę nie jadę, i nie była to kurtuazja pod adresem przełożonego, gdyż Bartek potrafi znakomicie oddzielać sferę zależności służbowych, z nieuchronnie pojawiającymi się w niej napięciami, od kontaktów pozasłużbowych. Ze wszystkimi pracownikami naszego nadleśnictwa Bartek związany jest silną, wzajemną nicią sympatii. Około drugiej w nocy ucichły rozmowy i żarty. Podróżni zaczęli drzemać; na ostatnim siedzeniu po prawej stronie Bartek oparty głową i ramieniem o boczną szybę. Nie była to wygodna pozycja, więc po niecałej godzinie odwrócił się kładąc głowę na kolanach żony, a zgięte nogi opierając o bok busa. Chwilę później, w podkrakowskim Targowisku, jadący z przeciwka TIR niespodziewanie zjechał na drugą stronę drogi. Szczęśliwe połączenie niesamowitego refleksu i intuicji kierowcy mikrobusu oraz szczęśliwego zbiegu okoliczności (jadące za TIR-em auta były w odległości umożliwiającej wyhamowanie) pozwoliło uniknąć masakry. Potężna ciężarówka z trzydziestotonowym ładunkiem uderzyła w prawy tył busa i po przejechaniu jeszcze około 150-200 metrów, ścięciu kilku znaków i tablic, przez trawnik wjechała na stację paliw zatrzymując się tuż przed zbiornikami z gazem płynnym.

Na asfalcie, wśród szkieł i blach znalazł się Bartek, brutalnie wydarty z mikrobusu. I całego dotychczasowego życia. Nie opiszę przeżyć Beaty, jego żony, ani pozostałych uczestników wypadku, rozpaczy najbliższych na wieść o tragedii syna i brata, szoku przyjaciół. Nie opiszę fizycznego bólu jakiego oświadczył ten młody chłopak, ani bólu psychicznego, gdy uświadomił sobie konsekwencje wypadku. Nie sądzę, aby ktokolwiek potrafił te sprawy ująć w słowa. Byłem u Bartka trzeciego dnia po wypadku, gdy został już przeniesiony z oddziału intensywnej terapii na ,zwykły" oddział chirurgii urazowej. Obrażenia jakie odniósł są bardzo poważne: prawa noga została amputowana tuż pod kolanem, lewa była składana w trakcie kilkugodzinnej operacji, wystają z niej obecnie różne dreny, śruby i druty. Przy tych dwóch urazach pozostałe wydają się drobnymi kontuzjami. Bałem się tego spotkania, jak chyba wszyscy, którzy stają bezradnie wobec tragedii bliskiej osoby. Od czego zacząć rozmowę, jakich słów pocieszenia i otuchy użyć w tej sytuacji? I czy w ogóle jakieś słowa przejdą mi przez ściśnięte gardło?

Pełny tekts dostępny jest tutaj

Następna strona

Poprzednia strona

Komentarze do artykułu nr 165

Twój komentarz



Wybrane wiadomości z leśnictwa