Z bobrem do urzędu


Z bobrem do urzędu: artykuł nr 171

2004-12-14 09:39:01 Ochrona środowiska

Przechowywane w prywatnych mieszkaniach, szkolnych pracowniach biologicznych, a nawet muzeach wypchane sokoły, borsuki czy inne zwierzęta objęte obecnie ochroną należy zgłosić do urzędu wojewódzkiego. Wymaga tego obowiązująca od maja ustawa. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli tego nie zrobi, może zostać uznany za kłusownika.

Choć nowe, rygorystyczne przepisy obowiązują już od dobrych kilku miesięcy niewiele osób o nich słyszało. - Sam mam w gabinecie wypchanego sokoła nad głową. To dla mnie zupełna nowość - mówi wyraźnie zaskoczony łowczy okręgowy w Tarnowie Mirosław Łoboda. Przyznaje, że spreparowane zwierzęta, także tych chronionych gatunków, zdobią niejedną leśniczówkę czy domek myśliwski w Tarnowskiem.

Trzy okazałe kolekcje, oparte w głównej mierze na spreparowanych ptakach i zwierzętach a także trofeach myśliwskich posiada w swoich zbiorach jedyne tego rodzaju w regionie Muzeum Przyrodnicze, funkcjonujące w strukturach Centrum Kultury i Promocji Gminy w Ciężkowicach. Zbiory pochodzą jeszcze z lat trzydziestych ubiegłego stulecia. - Jeśli tylko tego wymagają przepisy, to postaramy się dopełnić wszelkich formalności, aby nie być wbrew prawu - tłumaczy Marek Zwolennik z Centrum. Przyznaje on jednak, że wytyczne ustawy są mu zupełnie nieznane.

Tomasz Ciepły z urzędu wojewódzkiego w Krakowie wyjaśnia, że nowe ustalenia w tym względzie wprowadzono po to, aby powstrzymać handel skłusowanymi zwierzętami oraz samo kłusownictwo. Posiadanie spreparowanych zwierząt muszą zgłaszać zarówno osoby prywatne, jak i szkoły oraz muzea. Dotyczy to także osób, które wypchaną sowę czy borsuka odziedziczyły na przykład po dziadku czy ojcu. Zezwolenia wydaje wojewoda. - Nie ustaliśmy jeszcze zasad rejestracji. Ale nie jest wykluczone, że do wniosku trzeba będzie dołączyć zdjęcie okazu. W ten sposób chcielibyśmy wyeliminować sytuacje, aby ktoś na jedno zezwolenie posiadał nawet kilka myszołowów czy bobrów. Bo takich przekłamań nie można przecież wykluczyć - mówi T. Ciepły.

Szacuje się, że w regionie jest kilka tysięcy wypchanych ptaków i zwierząt. Sporo z nich zalega m. in. w szkolnych pracowniach, stanowiąc pomoce dydaktyczne podczas lekcji biologii. - Posiadamy w swoich zbiorach między innymi spreparowanego krokodyla, kilka żółwi, sokoły, szereg szkieletów. Są na wyposażeniu pracowni od dobrych kilkudziesięciu lat, odziedziczyliśmy je. Na pewno nie jesteśmy kłusownikami. Te przepisy to jakaś paranoja - komentuje nauczycielka biologii w tarnowskim III LO Maria Fistek. (pach)

Źródło: Gazeta Krakowska, 10.12.2004 r.

Następna strona

Poprzednia strona

Komentarze do artykułu nr 171

Twój komentarz



Wybrane wiadomości z ochrony środowiska